Zurych
No, to zaczynamy.
Punktualnie o 6:15 wylecieliśmy Embraierem 190 linii AirDolomiti z lotniska w Pyrzowicach do Frankfurtu.
Lot przyjemny, bez turbulencji. W samolocie poczęstunek po włosku (to linie włoskie) woda i ciasteczko.
We Frankfurcie planowo mieliśmy mieć 50 min. na przesiadkę. Choć samolot przyleciał przed czasem, to jednak przeprawa autobusowa do terminala i potrzeba przemieszczenia się z terminala B do A spowodowała, że naszą bramę A21 osiągnęliśmy w momencie rozpoczynania boardingu.
I znów przeprawa autobusowa, tym razem krótsza.
Załoga nowiutkiego Airbusa A320 linii Swiss Air przywitala nas z uśmiechem, ba nawet sam kapitan wyszedł z co pitu by przemówić do pasażerów, oznajmiając, że zaraz lecimy, tylko załadują bagaż.
Tyle tylko, że bagaż lądowali na tyle długo, że wylecieliśmy z 20-minutowym opóźnieniem. Na pokładzie, w porównaniu z pełnym poprzednim lotem, garstka pasażerów.
Zastanawiałem się, czy im się w ogóle ten lot opłaca, tym bardziej, że jego dystans wynosił 302 km, a czas lotu 30 min. Ten czas wystarczył, by skonsumować oryginalną szwajcarską czekoladkę od Swiss Air, popijając oczywiście wodą.
Po spokojnym locie lądowanie w Zurychu odbylo się pośród lasów, potem samolot dopiero podjeżdżał pod terminal, który wyglądal na nieduży, to jednak wewnątrz był bardzo rozbudowany.
W gorącu przemieściliśmy się autobusem do terminala. Dobre oznakowanie sprawiło, że bez trudu dotarliśmy do usytuowanej w podziemiach lotniska stacji kolejowej, skąd w 10 minut dotarliśmy do głównego dworca w Zurychu.
Pociąg początkowo przemieszczał się w tunelu, potem wyjechał na powierzchnię. Pożegnaliśmy pociąg, który pognał dalej do Bazylei i przemieszczaliśmy się długimi korytarzami dworcowymi do wyjścia. Dworzec jest olbrzymi i robi wrażenie. Nic dziwnego, bo w ciągu doby przewija się tu ponad 2900 pociągów!
Udaliśmy się na poszukiwanie przechowalni bagażu, która wg planu miała znajdować się kilka przecznic od dworca (na samym dworcu przechowalni bagażu nie ma, ba nawet kas biletowych nie ma, bo bilety kupuje się przez internet). W gorącu dotarliśmy na ulicę, gdzie miała znajdować się owa poczekalnia. I nie mogliśmy jej znaleźć. I nic dziwnego, bowiem okazało się , że znajdowała się w... księgarni. Mało tego, żeby zdeponować bagaż, trzeba było najpierw dokonać rezerwacji przez internet, wygenerować kod QR. Ale udalo się i uwolnieni od bagażu udaliśmy się na spacer uliczkami największego miasta Szwajcarii. A, że w gorącu opadlismy już nieco z sił zaczęliśmy od posilenia się w niedalekiej knajpce (zresztą jest ich tu wiele). Nabrawszy sił przemieszczaliśmy się urokliwymi uliczkami zurychskiej starówki
i podążaliśmy nabrzeżem wzdłuż rzeki Limmat, po której pływały tramwaje wodne.
Udaliśmy się na drugi brzeg rzeki Limmat docierając do protestanckiego kościoła św. Piotra, który znany jest z tego, że posiada największy w Europie zegar na wieży kościelnej.
Wnętrze kościoła jest skromne, z umieszczoną na środku amboną i chrzcielnica.
Obok kościoła ustawiono nowoczesną statuę szesnastowiecznego pastora Zwingli (normalna znajduje się po drugiej stronie rzeki), jako protest przeciwko zanieczyszczeniu środowiska.
W okolicy urokliwe kamieniczki, małe fontanny.
Następnie udaliśmy się do niedleglego kościoła Fraumunster,
do wnętrza którego wprawdzie nie udało się nam wejść, ale za to obok niego podziwialiśmy wspaniałe freski w krużgankach, które przedstawiały życie dawnych tutejszych Chrzescijan. Malowidła ścienne są dziełem malarza Zurchera.
Dotarliśmy wreszcie do Jeziora Zurychskiego (po drodze mijaliśmy Frauen Bad, czyli kąpielisko na rzece Limmat, które jest wyłącznie dla kobiet),
skąd roztaczały się widoki na okolice, przy brzegu przycumowane były jachty, a po jeziorze kursowały stateczki. W oddali widać było wielką fontannę.
Zmad jeziora był też ładny widok na miasto.
Wzdłuż jeziora udaliśmy się następnie autobusem 3 przystanki do Ogrodu Chińskiego - urokliwy, a spacer po nim był relaksacyjny.
Nieopodal znajdował się kolorowy słynny dom Le Corbusiera.
Wokół znajdował się park, pełen piknikujacych i opalających się ludzi. W ogóle w Zurychu odnieśliśmy wrażenie, że życie toczy się tu powoli, a ludzi tylko odpoczywają.
Spacerkiem powróciliśmy do centrum miasta. Kolejnym punktem był największy Kościół Grossmunster.
Przeszliśmy następnie na drugi brzeg rzeki i wspinając się po schodach osiągnęliśmy wzgórze, by rozkoszować się kolejnymi widokami.
W pobliżu odbywały się rozgrywki szachowe w plenerze.
Przemaszerowalismy jeszcze kawałkiem słynnej handlowej Banhofstrasse, na której kusiły wystawy sklepowe
i po orzezwieniu się pysznym regionalnym piwem
poszliśmy do księgarni odebrać nasze bagaże.
Udaliśmy się następnie na główny dworzec w Zurychu, by udać się do Chur. Czas jazdy 1h 14 min. Dworzec wielki, z wieloma peronami i doskonałą informacja wizualną.
Wyjazd pociągiem SBB IC3 z Zurychu HB punktualnie 17:38. Pociąg piętrowy.
Usadowiliśmy na pietrze się przy oknie.
Ledwie pociąg wyjechał że stacji, wjechał w długaśny tunel, którym jechał dobrych 5-6 minut. Gdy wyjechaliśmy z niego po naszej stronie ukazało się jezioro zurychskie, wzdłuż którego dłuższy czas jechaliśmy.
Potem podziwialiśmy zagospodarowane pola i pastwiska, a w oddali góry pokroju naszych Beskidów.
Potem zaczęły się jednak większe szczyty, niektóre przysypane śniegiem i kolejne tunele i kolejne jezioro Walensee.
Podczas jazdy kontrola biletów. Miła pani zeskanowała QR naszych Swiss Travel Pass, obejrzała dowody osobiste i podziękowała z uśmiechem po niemiecku i francusku. Nagle zachmurzyło się i zaczął padać deszcz.
Pierwszy przystanek po 55 min. jazdy to: Sargans,
a po paru minutach kolejny Lanquart i wreszcie dotarliśmy do Chur, który powitał nas solidnym deszczem. Dzięki dobrej informacji wizualnej, szybko zlokalizowaliśmy miejsce postoju autobusu, który w chwilę później zawiózl nas prawie pod sam hotel. Hotel znajduje się na obrzeżach miasta. Z hotelu roztaczały się widoki na okoliczne ośnieżone alpejskie szczyty.
Deszcz przestał padać, a my padliśmy w hotelu że zmęczenia.
Jutro hit! Bernina Express.







































































































Komentarze
Prześlij komentarz