Zermatt - Gornergrat

 Zermatt – miejscowość i gmina w Szwajcarii w kantonie Valais, położona w górnej części doliny Mattertal w Alpach Pennińskich, na wysokości 1616 m n.p.m. Leży u podnóża najwyższych szczytów Alp poza masywem Mont Blanc. Znajduje się tu 38 z 54 szczytów szwajcarskich powyżej 4000 metrów. Niektóre z najbardziej znanych to Dufourspitze w masywie Monte Rosa (4634 m), Dom (4545 m), Liskamm (4527 m), Weisshorn (4506 m) i Matterhorn (4478 m). Otaczają je duże lodowce takie jak Gornergletscher (drugi co do wielkości lodowiec Alp), Findelgletscher czy Zmuttgletscher.

Zermatt jest jedną z najpopularniejszych miejscowości wypoczynkowych w Szwajcarii. Jest też jednym z największych ośrodków sportów zimowych oraz wspinaczek górskich w tym kraju.

W mieście zabroniony jest ruch pojazdów spalinowych. Kursują po nim pojazdy elektryczne (przeważnie akumulatorowe).

Taksówki w Zermatt 

 Do Zermatt nie prowadzi żadna ogólnodostępna i utwardzona droga. Duże parkingi samochodowe znajdują się w pobliskiej miejscowości Täsch. Na wzgórzu nad miastem znajduje się duży heliport. Jest tu największa w regionie stacja ratownictwa górskiego. 

W Zermatt znajduje się szereg kolejek linowych (m.in. najwyżej położona kolej linowa w Europie na Klein Matterhorn) oraz zębata kolej naziemna na Gornergrat. 

Dziś skorzystaliśmy z tej ostatniej. 

Gornergratbahn jest pierwszą koleją zębatą w Europie, zelektryfikowaną prądem trójfazowym. Została otwarta 20 sierpnia 1898 roku. Kolej wąskotorowa prowadzi na masyw Gornergrat (jej długość to 9,3 km, a czas przejazdu 35 min.) , skąd można podziwiać widoki na Monte Rosa i Matterhorn.


Dzień zaczął nam się bardzo wcześnie, bo pobudka o 4:40! To miejscowa orkiestra dęta dała koncert z okazji Święta Bożego Ciała tuż obok naszego hotelu! To nie pomyłka, była 4:40 i ciemności. Taki mają tu zwyczaj. 

Oczywiście dalszego spania nie było, przez następną godzinę walili na bębnach.

Śniadanie było wczesne, bo o 7:00 i wkrótce po nim wyruszyliśmy, by zdążyć na pierwszy pociąg na Gornergrat o 8:05 (w tym czasie nie ma jeszcze tłumów, a i pogoda z rana jest najlepsza). W ciągu kilku minut dotarliśmy elektrycznym busikiem na dworzec (wcześniej poranne pierwsze spojrzenie na Matterhorn).

Nabyliśmy bilety z 50% zniżką z tytułu Swiss Travel Pass tam i z powrotem. Chciałem tylko w jedną stronę, by z powrotem schodzić pieszo i zjechać ostatecznie kolejka linowa z Riffenberg, ale pan w kasie poinformował, że o tej porze to jeszcze niemożliwe, bo za dużo śniegu, a kolejka nie kursuje. Udało nam się zająć miejsce przy oknie po prawej stronie wagonu, skąd widoki są najlepsze. Punktualnie wyruszyliśmy. Pogoda zapowiadała się nieźle. 

W wagonie funkcjonowała informacja wizualna i komunikaty głosowe po niemiecku, angielsku i francusku.


Pociąg przejechał nad rzeką Matterhorn

 i wznosił się stromo zboczem ponad Zermatt. Pierwsza stacja umiejscowiona była na takim stromym zboczu, w cienistym lesie. Potem las się przerzedzil, pociąg zakręcił i dolinę Matter mieliśmy po lewej stronie. Po prawej co jakiś czas wyłaniał się Matterhorn. 



Od stacji Riffelalp do Riffenberg pociąg podążał zboczem, a torowisko było zabezpieczone specjalna konstrukcja przed lawinami. 

Od Rifelberg (2582 m npm.) zaczęła się zima. Pociąg wznosił się zakosami, a za oknami było coraz więcej śniegu. Krajobraz stał się iście alpejski z ośnieżonymi czterotysięcznikami w tle.


 

Pociąg przystanął na stacji Rotenboden (2815 m npm.). Niektórzy wysiedli, by kontemplowac widoki, a kontynuować podróż następnym pociągiem. My dotarliśmy do końcowej stacji Gornergrat (2089 m npm.). 




 

Wychodząc że stacji (podobnie jak wchodząc, trzeba było skanować w urządzeniu bilet). Stąd rozposcieral oszolamiajacy widok na pobliskie czterotysięczniki, z najwyższym szczytem Szwajcarii Dufourspitze (4634 m npm.), lodowiec Gornergrat. Nieco dalej czesciowo przysłonięty przez chmury był Matterhorn (4478 m npm.) Oczywiście odbyła się sesja fotograficzna. 









Podeszliśmy nieco wyżej, odwiedzając po drodze kaplicę Św. Bernarda. 



Obok znajdował się pokazany budynek, w którym mieścił się hotel, restauracja, sklep z pamiątkami i obserwatorim astronomiczne. 

My udaliśmy się jeszcze wyżej, na usytuowany na wysokości 3120 m npm. taras widokowy, skąd najlepiej można było obserwować Gornergratglacier. Była tu też specjalna luneta, we wzierniku której pojawiały się napisy z nazwami i wysokościami oglądanych szczytow. Naliczyliśmy 15 czterotysięczników w zasięgu wzroku. 







Dufourspitze (po lewej) i Gornergratglacier 











Upajalismy się widokami. W miarę upływu czasu przybywało ludzi dojeżdżających kolejnymi pociągami. Słychać było różne języki. Spotkaliśmy też Polaków. 

Zeszliśmy do restauracji, by na jej tarasie przy filiżance kawy kontemplowac alpejskie widoki licząc, że może w całości ukaże się nam Matterhorn. Ale nic z tego. 


Niestety wszystko co dobre musi się skończyć. Trzeba było wracać w dół. Zdecydowaliśmy, że zatrzymamy się na stacji Rotenboden i kontynuować będziemy jazdę następnym pociągiem (kursowały co pół godziny). 

Po wyjściu ze stacji zobaczyliśmy poniżej jeziorko Reffesee. Zeszliśmy do niego, częściowo brnąć w głębokim śniegu. Jeziorko było urokliwe, w jego tafli odbijał się sąsiedni niewielki szczyt. 




Odeszliśmy kawałek w bok, by podziwiać z innej perspektywy Gornergratglacier.





Sceneria była tak piękna, że aż żal było wracać do pociągu. I wtedy zapadła decyzja, że może pójdziemy szlakiem do niższej stacji Rifelberg. Ocenialiśmy, że im niżej, śniegu będzie coraz mniej. Rzeczywiście, ścieżka szlaku była w większości sucha lub blotnista, bez śniegu, ale okresowe lachy śnieżne dały nam popalić: wpadało się momentami do śniegu po kolana, poza tym szlak ginął w śniegu i trzeba było podążać "na nosa". Jeden raz "nos" nad zawiódł i trzeba było się cofnąć. Schodząc w dół mijaliśmy kolejne jeziorka, w tym jedno zamarznięte. 













Cały czas towarzyszył nam coraz bliższy widok, niestety częściowo przysłoniętego Matterhornu. 






Po drodze obserwowalismy różnokolorowe kwiatki, w tym goryczkę i szarotke. 



W oddali szybowali paralotniarze. 

Dochodząc do stacji Riffelberg trzeba było jeszcze przeskoczyć przez wartki strumien.

Zadowoleni dotarliśmy do stacji. 


Na pociąg czekaliśmy kilka minut, 




po czym zjechaliśmy nim do Zermatt. Tym razem pociąg był zatłoczony i mieliśmy miejsca stojące. 

W Zermatt przemaszerowaliśmy tutejszymi "Krupowkami", jedząc po drodze obiad. 






Nawiedziliśmy kościół parafialny oraz miejscowy cmentarz, a także leżący na tyłach kościoła symboliczny cmentarzyk alpinistow, którzy zginęli w okolicy Zermatt.





Znalazło się tam też nazwisko Polaka, z inskrypcja na płycie zaczerpniętą z Mickiewicza. 

Ze względu na zachmurzenie i wprawdzie przelotny niewielki opad deszczu, zdecydowaliśmy o zakończeniu dziś górskich eksploracji (był w planie wyjazd na Klein Matterhorn). Jeśli będzie pogoda, wrócimy do tego tematu. 

A dziś po południu relaks. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Glacier Express