Schilthorn i Trummelbachfalle
Poranek podonie jak wczoraj był rześki, góry natomiast nieco przesłonięte przez chmury.
Dziś był zaplanowany ostatni akcent w okolicy Jungfrau: szczyt Schilthorn (2970 m npm.) z posadowioną na szczycie restauracja panoramiczną. Szczyt swoją sławę zawdzięcza temu, że niegdyś kręcono tu jeden z filmów o przygodach Jamsa Bonda.
Idąc do stacji zastanawialiśmy się, dlaczego wszystkie boczne drogi i wejścia do domów były odgrodzone taśmą. Wkrótce zagadka wyjaśniła się: pędzono krowy na wypas.
Zjechaliśmy kolejką do Lauterbrunnen. Tu zostawiliśmy bagaże w przechowalni na dworcu (by nie wracać już do Wengen) i żółtym autobusem pojechaliśmy do Stechelberg, gdzie znajduje się dolna stacja 4 kolejek, które prowadzą na Schilthorn. Dwie pierwsze ustawione do siebie pod ostrym kątem prowadziły do miejscowości Murren. Dwie kolejne, z przesiadką na Brig, wywożą pasażerów na szczyt. Jadąc pierwszym odcinkiem upajalismy się widokiem na Jungfrau, dolinę Lauterbrunnen z wodospadem Murren.
Jadąc dalej pogoda była gorsza, wjechalismy w chmury i widoki były okresowo ograniczone.
Kolejka na Schilthorn jest w trakcie przebudowy, co dodatkowo psuło krajobraz.
Na szczycie jest platforma widokową, lecz że względu na zachmurzenie, widoki ograniczone były do 50%.
W budynku jest restauracja obrotowa 360 stopni. Spożywanie w niej posiłku jest dobrym wyjściem, ale przy dobrej pogodzie.
My zadowoliliśmy się kawa i słodkością w barze poniżej.
Ale najważniejsza rzeczą na Schilthorn jest Muzeum Jamesa Bonda. Są pamiątki z wkręcenia na Schilthorn filmu. Można obejrzeć w sali kinowej ten odcinek filmu, w którym ceny kręcono tutaj. Można było zrobić sobie zdjęcie z Bondem, stać się Bondem, "polatać" helikopterem jak Bond.
Wszystko na szczycie podporządkowane jest Bondowi. W sklepiku są pamiątki z Bondem, ale największy hitem są toalety: dla panów z napisem: "Bond", dla pań z napisem "Dziewczyna Bonda". Jakby jeszcze było mało, to spuszczając wodę w WC słychać odglosy serii strzałów z karabinu. I wreszcie odkręcając kurek z wodą by umyć ręce, słyszy się : "What are you doing Bond?", a wychodząc z toalety "Where have you been James?"
Ogólnie, pomimo tych atrakcji, w porównaniu do dnia wczorajszego, Schilthorn rozczarował. Być może miała na to wpływ gorsza widoczność.
Zjechaliśmy na dół podobnie 4 kolejkami.
Na dole gorąco, ładna pogoda i widok na zachodnią część Jungfraujoch.
Podjechaliśmy żółtym autobsuem do wodospadów Trummelbachfalle, które nie zdążyliśmy zobaczyć 2 dni wcześniej. To 10 wodospadów ukrytych w szczelinie skalnej, których woda z hukiem spada w dół. Do 7 wodosoadu można wyjechać wydrążona w skale kolejką. Potem przemieszcza się wydrążonymi korytarzami by zobaczyć kolejne. Schodząc z góry podziwia się je kolejno od 10 do 1. Niesamowite dzieło natury.
Po zakończeniu zwiedzania tej atrakcji podjechaliśmy na dworzec, by zabrać bagaże z przechowalni i wsiąść do pociągu do Intertalken.

















































































Komentarze
Prześlij komentarz