Jungfraujoch

Dziś pierwszym celem naszej wyprawy był Jungfraujoch - przełęcz w Alpach Berneńskich (3471 m n.p.m.), między szczytami Mönch a Jungfrau. Znajduje się na niej wielki ośrodek turystyczny z hotelem, kilkoma restauracjami, sklepami i tarasami widokowymi. Dociera tu także najwyższa w Europie kolejka zębata (Jungfraubahn) – jej końcowa stacja znajduje się na wysokości 3454 m n.p.m. Ponad przełęczą, na wysokości 3571 m n.p.m. znajduje się obserwatorium astronomiczne Sphinx.

Poranek zastał nas rześki i krystaliczny. Upajalismy się z naszego hotelowego balkonu kolejnymi odsłonami alpejskich szczytów w blasku wschodzącego słońca.


















Wyruszyliśmy na stację w Wengen, skąd o 7:46 udaliśmy się kolejką do Klein Scheidegg. Po drodze kolejne widoki.












W pociągu u konduktora zakupiliśmy bilet na Jungfraujoch. Oprócz znizki z tytułu Swiss Travel Pass, okazało się, że jeszcze jest zniżka pt. "Good morning" , na którą załapaliśmy się jadąc wcześnie rano (obowiązuje od 7:00 do 8:45). Przybyliśmy do Klein Scheidegg (2061 m npm.) Tu zmiana pociągu do Eigergletscher . Mieliśmy jeszcze 15 minut i czas na kontemplację widoków.





O 8:27 wyruszyliśmy do Eigergletscher (2320 m npm.) 




Tu trzeba było się przesiąść i stąd podziemną koleją wewnątrz góry Eiger (3970 m npm.) dostaliśmy się na Jungfraujoch (3454 m npm.) 








Po drodze była jeszca podziemna stacja z toaletami Eismeer (3160 m npm.) 

Przybyliśmy do końcowej, najwyżej położonej w Europie stacji (Top of Europe) o 9:11. 







Pomnik twórcy kolei. 

Kompleks na Jungfraujoch jest bardzo rozbudowany, jest wiele kondygnacji, na których jest kilka restauracji i sklepów, połączonych schodami i windami. Można pogubić się. Na szczęście były plany lokalizacyjne. 




Przedstawiono tu reż trochę historii

Pierwsze kroki skierowalismy na platformę widokową nad którą górował przede wszystkim Jungfrau. Pogoda była cudowna, przejrzystość powietrza doskonała (tylko w oddali kłębiły się chmury). Temp. ok. - 1,5C. Widoki były wręcz wspaniałe.













Potem udaliśmy się szybkobieżna windą w górę na kolejny punkt widokowy przy obserwatorium Sphinx, gdzie mogliśmy obserwowac okolice z innej perspektywy. 
















Następnie wyszliśmy na tzw. Snow Arena, do której prowadził długi, wydrążony w skale korytarz. W Snow Arena można jeździć na nartach, zjeżdżać na linie w specjalnych uprzężach.


Można też było udać się pieszo po wyratrakowanej trasie na przełęcz pod Monch, gdzie znajduje się schronisko Monchjochhutte. Tak też uczyniliśmy. Droga była o średnim stopniu nachylenia w górę, jednak wysokość dawała się we znaki i trzeba było robić częste przystanki. Po drodze roztaczały się przepiękne widoki na okoliczne szczyty. Po godzinie marszu osiągnęliśmy cel. Stamtąd roztaczał się widok na kolejną partie gór. Powrót do Jungfraujoch zabrał tylko 20 min.

























Tu trochę odpoczęliśmy na leżaczkach, bo słońce operowało i popijaliśmy kawkę.




Podlatywaly do nas czarne ptaki z żółtym dziobem

Obserwowalismy lądujące niopodal helikoptery z turystami, którzy "są przy kasie",

oraz zjazdy na linie śmiałków (cena 20CHF).

Weszliśmy ponownie długim korytarzem wydrążonym w skale do kompleksu. Na ścianach pokazano fotografie, przedstawiające osobistości, które odwiedziły to miejsce oraz wydarzenia sportowe, które miały tu miejsce. 









Na koniec odwiedziliśmy Ice Pałace, czyli jaskinię lodową, podobna do tej, którą odwiedziliśmy na Klein Matterhorn. Były tam rzeźby lodowe. W odróżnieniu: podłoga korytarzy była z lodu, po którym można było ślizgać się.









Były w kompleksie jeszcze korytarze z atrakcjami dla dzieci, ale te pominęliśmy.

O 13:17 wyjechaliśmy kolejką w dół. Obsługa pociągu obdarowała pasażerów czekoladkami. 

Dojechaliśmy do Klein Scheidegg (2061 m npm.) gdzie w knajpce zjedliśmy "wurst" i Rostig (zapiekanka z ziemniaków).

Posileni, wyruszyliśmy szlakiem Panoramaweg do Mannlinchen (227 m npm.). Szliśmy lekko w górę, głównie trawersując zbocze. Główną atrakcją widokową była, widziana z coraz to różnej perspektywy i różnym przyslonieciu przez chmury północna ściana Eigeru (3970 m npm.). 












Ponadto wspaniałe widoki roztaczały się na dolinę Grindelwald. 


Przechodziliśmy przez strumyki i topniejące łachy śnieżne.




Fascynowało nas ukwiecenie: sasanki, krokusy, pierwiosnki, goryczka. 






Po drodze mijaliśmy kilka wyciągów, które działają zimą. 

Przed końcem wędrówki mijaliśmy małe jeziorka. 

Wędrówka zabrała nam 1,5 h (włącznie z postojami na kontemplację widoków i fotografowanie).

Doszliśmy do Mannlinchen, dokąd docierają kolejki linowe z Grineldwald i Wengen. Tu ponadto była restauracja, gdzie wypiliśmy kawę, sklep z pamiątkami i ciekawy plac zabaw.







Stąd też rozciągały się widoki na Lauterbrunnen.



O 16:50, ostatnim kursem, zjechaliśmy kolejka linową do Wengen. Ciekawostką było to, że podróżowaliśmy... na dachu kolejki, na który wychodziło się po kręconych schodach z wnętrza wagonika. Umiejscowiony tam był balkonik dla tych którzy lubią podróżować na zewnątrz, a nie wewnątrz wagonika. Była to swego rodzaju atrakcja, ale podczas jazdy dość mocno wiało.


Po zjechaniu do Wengen jeszcze pospacerowalismy po miasteczku, miedzy innymi odwiedzając kościółek ewangelicki.



Wróciliśmy do hotelu nieco zmęczeni, ale pełni wrażeń. 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Glacier Express